19 września 2013

Klasowy kącik przyrody

Dziś w naszej klasie powstał kącik przyrodniczy. Od razu zrobiło się przyjemniej :-) Dzieci przyniosły szczepki różnych kwiatów, które następnie wkładaliśmy do ziemi i podlewaliśmy. Doniczki ozdabiają nasz klasowy parapet. Od dziś będziemy obserwować wzrost roślinek i notować wyniki. Mamy dwa skrzydłokwiaty, paprotkę, kilka pelargonii, bambusa, cebulkę i jeden gatunek nieznany ;-)
Dzieciaki miały ogromną frajdę. Choć organizacja pracy na lekcji łatwa nie była, sporo zamieszania, hałas, rozsypana ziemia, bałagan... to efekt wart był wysiłku. Zdjęcie pojawi się niebawem, dziś nie miałam ze sobą aparatu, ale nie omieszkam pochwalić się Wam klasową kolekcją kwiatową. 
Właściwie to do tej pory nie rozumiem dlaczego nie było w klasach żadnych kwiatów. Chyba panie porządkowe narzekały, że za dużo sprzątania mają, a i dyrekcji się nie podobało, że parapety zawalone są kwiatkami. Tylko czekać, aż każą mi te kwiaty usunąć. Póki co mam wytłumaczenie - zakładanie hodowli i obserwacja wzrostu roślin jest w programie nauczania, zatem nie mogłam tego pominąć - przecież to zabawna i pożyteczna lekcja przyrody. Poza tym - dzieci już o tym wiedzą - roślinki mają fantastyczne właściwości oczyszczania powietrza (oprócz tego, że dają nam tlen), a paproć rzekomo poprawia sprawność umysłową. Czy to prawda czy mit, okaże się już wkrótce :-)

18 września 2013

Bawimy się w podchody

Już w drugim tygodniu szkoły byliśmy na wycieczce. Właściwie to impreza miała być w czerwcu, ale ze względu na brzydką pogodę musieliśmy ją przełożyć na wrzesień. A mowa o zabawie w podchody w lesie. Cały program przygotowała jedna z mam i poświęciła naprawdę dużo czasu, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik. Dzień wcześniej pojechała do lasu by nazbierać drewna, przygotować szlaki dla dwóch drużyn i schować w leśnych zakamarkach zadania do wykonania. Spisała się naprawdę na medal! Dzieciaki były zachwycone. Podzieliliśmy się na dwie drużyny i podążaliśmy wyznaczonymi szlakami: czerwonym i niebieskim. Dzieci uważnie obserwowały otoczenie, by nie przegapić żadnych znaków wskazujących drogę. Zadania były iście harcerskie: wymyślanie szyfrów, odczytywanie wiadomości zaszyfrowanej alfabetem Morse'a (najbardziej się dzieciakom podobało!), zagadki logiczne i językowe. Myślałam początkowo, że będzie za trudne, ale jak się okazało - po raz kolejny - zdolne te moje maluchy i świetnie sobie poradziły. Polecenia też dzieci czytały samodzielnie. Jak na początek drugiej klasy to naprawdę super. 
Jak już dotarliśmy do celu, rozpaliliśmy ognisko na polanie, gdzie dzieci piekły kiełbaski (ja oczywiście nie, bo po jednym ognisku ze mną dzieci zapamiętały i mówią do niezorientowanych w temacie mam: PANI NIE JE MIĘSA, BO PANI JEST WEGETARIANKĄ! ;-)). No zabawnie wyszło :-).
Później jeszcze trochę czasu wolnego na placu zabaw i powrót do domu. Przygody mieliśmy też w drodze, ale o tym może innym razem...Grunt, że było wesoło. Zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi wróciliśmy do szkoły.
Oto kilka zdjęć:





15 września 2013

Wakacyjne wspomnienia :-)

Od dwóch tygodni już trwa rok szkolny, a dopiero mam czas, żeby tu zajrzeć. Przyznam, że weszłam z rozmachem w nowy rok szkolny, z mnóstwem pomysłów. Jest trochę szkolnych zmian, których początkowo bardzo się obawiałam, ale okazało się, że nie taki diabeł straszny i jest lepiej niż myślałam :-) O tym co się w szkole dzieje będę pisać na bieżąco, tymczasem kilka fotograficznych wakacyjnych wspomnień:
 Na sam początek Kraków - widok z wieży ratuszowej. Zakochałam się w tym mieście!
 Dzień przerwy i już Anglia. Tutaj w Sedgefield - cudny ogromny park, idealne miejsce dla księżniczek ;-)
 Później Whitby - ruiny napawającej grozą katedry. To tu Stoker dostał natchnienia, by napisać Draculę.
A to już prawdziwy raj warzywno-owocowy!
Widok z pirackiej twierdzy w miasteczku Omiś
 Wąskie,chłodne uliczki to ratunek przed słońcem
Zdjęcie jak z katalogu, ale uwierzcie, sama robiłam :)
 Przepiękny widok na Drezno
Jedna z uliczek w Meissen
Wpomnień tyle :-) Kolejne wakacje już za rok. 

29 sierpnia 2013

Jak przetrwać kryzys - czyli o urlopach zdrowotnych

Jak się wczoraj dowiedziałam, tylko w naszym mieście 50 nauczycieli postanowiło w tym roku skorzystać z pełnopłatnego urlopu zdrowotnego. To bardzo dużo. Jak twierdzi dyrektor - nigdy jeszcze tak masowo nauczyciele nie korzystali z urlopów. Ale powody są dwa:
  • Po pierwsze jest niż demograficzny, coraz mniej dzieci, więc i mniej godzin. Niektórym trzeba by było zmniejszyć etat o połowę, a część nauczycieli dostałoby wypowiedzenie. Zatem nieoficjalnie przedmiotowcy dogadują się ze sobą, że w jednym roku na zdrowotny idzie pani X, a w drugim pani Y i tym sposobem wszyscy są szczęśliwi, bo pani X siedzi w domku cały rok, a pani Y ma etat + parę nadgodzin. Tylko urząd miasta narzeka, bo to są potworne koszty...
  • Po drugie nie wiadomo jak długo jeszcze będzie można korzystać z owych urlopów na dotychczasowych zasadach, bo od jakiegoś czasu rząd usilnie pracuje nad zmianami w Karcie Nauczyciela i na pewno nie będą to dla nas korzystne zmiany. Obecnie z urlopu na poratowanie zdrowia można korzystać po 7 latach pracy i przysługują w ciągu całej kariery nauczycielskiej aż 3 takie urlopy. A wg rządowego planu urlop będzie tylko jeden i to po 20 latach pracy.
Moje zdanie na ten temat? Są plusy i minusy oczywiście. Całkowicie zgadzam się z potrzebą urlopów bo nauczyciele po prostu - brzydko mówiąc - głupieją. Praca w bądź co bądź - trudnych warunkach znacznie przyspiesza wypalenie zawodowe a to się odbija później na dzieciach. Niektórym po prostu wakacje nie wystarczą.  I wiem, że są nauczyciele naprawdę chorujący dla których urlop jest w 100% wykorzystany na powrót do zdrowia a nie roczne wakacje. Niestety, wciąż zbyt wielu nauczycieli nadużywa swoich przywilejów i wtedy cierpią ci, którzy są w potrzebie. Mieszane mam uczucia co do urlopów wykorzystywanych by przetrwać niż demograficzny, nie wiem czy to do końca uczciwe i zgodne z ideą urlopów. Choć gdybym znalazła się w sytuacji, że za chwilę mogę być bez pracy to pewnie skorzystałabym ze wszystkich dostępnych możliwości...

28 sierpnia 2013

Kryzys w edukacji, czyli złe początki...

Nie wiem jak Wam, ale mi wakacje minęły bardzo szybko. Chyba ZA szybko. Ale nie zmienia to faktu, że przez te dwa miesiące zdążyłam się już stęsknić za moimi maluchami. Im bliżej rozpoczęcia roku tym częściej się zastanawiam jak to będzie, czy dzieciaki cokolwiek pamiętają (zwłaszcza literki!), czy urosły, niektóre może dojrzały do nauki? Zobaczymy. Już za parę dni. Tymczasem ja już od 3 dni oficjalnie jestem w pracy. Początkowo nieco załamana jak zobaczyłam plan i zapowiedzi tego co mnie czeka. Ale potem dzięki Bogu trochę się zmieniło na lepsze, przespałam się z tym, przetrawiłam i powoli wraca mi zapał i energia. 
Niestety znów w szkolnictwie oszczędności, kryzys dość mocno uderza w edukację, szkoda tylko, że to się odbije na dzieciach. Moim maluchom prawie wszyscy nauczyciele się zmienili. Zostałam tylko ja z edukacji wczesnoszkolnej (ale już nie będę ich uczyła muzyki, plastyki i komputerów), i pani z angielskiego. Zmieniają się nauczyciele w-fu, religii i 3 w/w przedmiotów. Nie będziemy mieli też jednej sali jak do tej pory tylko zaczną się wędrówki, bo brakuje klas. To będzie problemowe, bo w klasie są wyprawki, dodatkowe zeszyty i moje pomoce a teraz niemal co lekcję trzeba będzie to przenosić z sali do sali. Nijak to się ma do zaleceń realizacji nowej podstawy programowej i warunków nauczania w klasach 1-3. Ale cóż, oszczędności...Brakuje nam godzin, bo urząd nie zezwolił na zajęcia komputerowe w grupach, zatem obecna pierwsza klasa licząca 29 osób będzie musiała się pomieścić w sali liczącej 15 komputerów i zaledwie 23 krzesełka...dzieci się tam fizycznie nie pomieszczą, ale to już w sumie nie moje zmartwienie.
Dochodzą do tego jeszcze dyżury na przerwach i wieczne upomnienia dyrekcji dotyczące punktualnego rozpoczynania dyżuru i lekcji. Pytam zatem jak to osiągnąć skoro muszę wędrować z sali do sali, lekcję prowadzę do dzwonka (bo niektórzy kończą przed dzwonkiem), maluchy zanim się spakują i wyjdą z sali to już 3 min uciekają (a ja swoje rzeczy też muszę zabrać), klucz należy odnieść do pokoju nauczycielskiego, zabrać nowy klucz do następnej klasy - a to wszystko w czasie dyżuru i jak zwykle w biegu! Na pytanie: Gdzie mam się znaleźć na tych przerwach jak mam dyżur i sytuacja właśnie tak wygląda - dyrektor milczy. Tylko później jak jest jakiś wypadek to dopiero pojawia się pytanie: A GDZIE BYŁ NAUCZYCIEL DYŻURUJĄCY?! A no nie było...ale to i tak niczego nie zmienia.
Ach, a w ramach poprawy efektywności kształcenia oczywiście mamy uczyć dzieci 'pod testy'. Po co uczyć myślenia? Trzeba uczyć autmatyzmu, żeby tylko dobrze wypadły na testach OBUT. Dobro dzieci w szkołach chyba już dawno przestało się liczyć. I tak wyłamuję się z tego schematu, ale jak długo mi na to pozwolą? Nie wiem...

16 lipca 2013

Zmiana WSO - na szczęście!

Nie pisałam Wam wcześniej o cudnej zmianie w wewnątrzszkolnym systemie oceniania już od września! Otóż nie będzie już durnych ocen A, B, C, D (nie wiem kto to w ogóle wcześniej wymyślił? - pewnie z zagranicy zgapili, a pomysł poroniony), ale powracamy do starego systemu skali ocen od 1-6. 

Co prawda wiąże się to ze sporym opracowaniem wymagań na konkretne oceny zgodnie z podstawą programową, więc mimo że są wakacje - PRACUJĘ :-) Muszę to zrobić do 10 sierpnia, a jest tego sporo bo przecież w edukacji wczesnoszkolnej jest podział na edukację matematyczną, przyrodniczą, polonistyczną, społeczną, do tego dochodzi edukacja muzyczna, zajęcia komputerowe, język angielski, wf, edukacja plastyczna - no mam co robić.

Jakie będą korzyści? Wreszcie da się policzyć średnią ocen. Skończy się masowe wystawianie ocen wzorowych na koniec roku. Będzie średnia wymagana 4,75 i nie ma zmiłuj na ładny uśmiech czy prośbę rodzica (tak tak, rodzice nawet do tego byli zdolni, że wymuszali na nauczycielach wzorowego dla swojego dziecka!). No i przede wszystkim większy zakres ocen, a to nam bardzo ułatwi pracę, żeby w miarę sprawiedliwie oceniać uczniów. Jak to się sprawdzi - czas pokaże. Ale skoro jest tendencja powrotu do starych praktyk, znaczy, że nowe się nie sprawdziły. Dobrze, że ktoś to wreszcie zrozumiał...

3 lipca 2013

Raport o czasie pracy nauczycieli

Znacie już wyniki długo oczekiwanego raportu o czasie pracy nauczycieli? Ministerstwo wcale chętne do publikacji nie było, i nie ma się co dziwić skoro wyniki są na korzyść nauczycieli. Bo jak się okazało - pracujemy średnio 46,4 godzin tygodniowo. Może skończą się wreszcie te bezsensowne dyskusje, że nauczyciele mają za dobrze, bo pracują trzy godziny dziennie i mają dwa miesiące wakacji. A ja z czystym sumieniem powiem: ZASŁUŻONYCH WAKACJI! 
Ostatnie dwa tygodnie roku szkolnego, kiedy większości wydaje się, że jest już luz, nie ma lekcji, uczniowie nie przychodzą do szkoły, a nauczyciele piją kawę - to tak naprawdę czas bardzo intensywnej pracy, siedzenie po nocach - i nie wmawiajcie mi, że e-dziennik jest tu ułatwieniem, bo system wiesza się częściej niż ustawa przewiduje ;). Może i starsi uczniowie już wagarują, ale maluchy chodzą do samego końca. Bo przecież rodzice ich samych w domu nie zostawią, a w szkole ktoś się nimi zajmie.
Myślałam, że po minister Hall gorzej w edukacji już być nie może. Zmieniłam zdanie jak posłuchałam obecnej pani Minister Edukacji Szumilas:
Pani Minister twierdzi, że za mało czasu poświęcamy na spotkania z rodzicami i dokształcanie. Nie wiem jak w starszych klasach, ale ja z rodzicami moich uczniów jestem codziennie w kontakcie, często zostaję po lekcjach, bo ktoś ma jakąś pilną sprawę. Na kształcenie pozostaje naprawdę niewiele czasu, chyba, że kosztem obowiązków domowych i życia prywatnego. TAK - nauczyciele mają też życie prywatne. Choć czasem mam wrażenie, że wszystko kręci się wokół szkoły, nawet jak jestem w domu. 
Nie wiem jak dyskusja o raporcie się zakończy, ja nie potrzebuję więcej przywilejów, bo lubię swoją pracę mimo wszystkich trudów z nią związanych, wystarczy, że zostawią w spokoju Kartę Nauczyciela :-)